środa, 25 listopada 2015

Czujesz to? #1

Czasem mimowolnie spadasz w dół. Staczasz się. Próbujesz złapać się czegokolwiek, co pozwoliłoby Ci się zatrzymać, a może i nawet wspiąć się powrotem na górę. Największym problemem jest wtedy ten pęd, który nie pozwala ci nic zrobić. Nikt Ci nie pomoże. Nic cię nie zatrzyma. Czujesz już jedynie Ból. Ból, który nie pozwala ci się ruszyć. Po jakimś czasie każdy dotyk wydaje się idealnie wymierzonym uderzeniem w twarz. Wtedy już nawet nie oczekujesz, że ktoś się zjawi. Że pojawi się osoba, która wyciągnie do Ciebie rękę i zaproponuje nowe życie, bez Niego. Boisz się tego, pomimo że nie masz do tego żadnych powodów.

Więc nie chcesz.

Nic nie chcesz.

Nie chcesz żyć.






Budzę się. Za oknem jest jeszcze jest ciemno. Zegar wskazuje czwartą dwadzieścia dwa. Dzień jak co dzień.
Przecieram oczy ręką. Już mam dość, chcę spać, odpocząć chociaż chwilę. Wiem, że nie mogę. Stawiam więc stopy na podłodze i wstaję. Pierwsze kroki są zawsze najgorsze. Chwieję się leciutko, kiedy przez chwilę ciemnieje mi przed oczami. Przytrzymuję się krzesła przez parę sekund, żeby nie upaść. Po chwili dziwne uczucie nieobecności we własnym ciele mija i mogę kontynuować swoją wędrówkę. Podchodzę do okna i siadam na parapecie. Okno jest lodowate, ale nie przeszkadza mi to. Wręcz nawet mnie wybudza. Oglądam więc granatowe niebo. Z nudów zaczynam nawet liczyć gwiazdy. Przy czterysta dwudziestej drugiej się mylę. Nie mam zamiaru zaczynać tego od początku.
Sięgam po telefon. Szybko wystukuję hasło i włączam Internet. Już po niecałej minucie otrzymuję wiadomość: Żyjesz? Po chwili odpowiadam: Jeszcze tak.
To nie dobrze – odpisuje.
Już niedługo


Idę chodnikiem w stronę szkoły. Ostatni zakręt i już wchodzę na jej teren. Idealnie w momencie, kiedy moja noga przekracza próg bramy, w głowie pojawia się czerwona lampka. Całe ciało chce, żebym uciekała. Ale wtedy na horyzoncie pojawia się Nelly. Macha mi ręką. W tym samym momencie schylam głowę. Wolę nie wzbudzać zbytniego zainteresowania wśród reszty uczniów. Ja mam swoje życie – oni swoje i tego wolę się trzymać. Czasem jednak idąc korytarzem słyszą jak ktoś powie coś trochę za głośno.
-Patrz, Samara upatruje swojej ofiary. – słyszę gdzieś za sobą. Po głosie rozpoznaję, że to Cindy. Jej przyjaciółeczki chichoczą cicho, ale wystarczająco głośno, żebym to usłyszała i dodała kolejny punkt do listy rzeczy, za które ich nienawidzę. Jest ich chyba już ze czterysta dwadzieścia dwa.
Staram się zignorować uszczypliwe odzywki i kieruję się w stronę Nelly. Niemal słyszę kroki Cindy i jej watahy.
-Hej! – wita się Nelly i przytula mnie mocno. Czuję jak z moich płuc uchodzi powietrze. Nie lubię się przytulać. Wolałabym ograniczyć się to kontaktu wzrokowego, ale chyba nic nie poradzę na to, że moja koleżanka chce się przytulać do każdego i w każdym czasie.
Nelly jest wiecznie uśmiechniętą brunetką o przeciętnym wzroście i ciepłych brązowych oczach. Chyba jako jedyna normalnie ze mną rozmawia. Nie narzekam, mogło wypaść gorzej. W sumie ona jest naprawdę ładna, miła i przyjacielska, ale czasem trochę za bardzo chce się wszystkim przypodobać. To ją zgubiło. Dlatego trafiła na mnie i straciła rok na rozmowy i przebywanie ze mną, a także docinki osób pokroju Cindy.
Dość szybko mija parę pierwszych lekcji. Zlewają się w siebie, ale nie dłużą się w nieskończoność. Nie ważne, że nic z nich nie rozumiem. W pewnym momencie, kiedy idziemy korytarzem, obok nas zjawia się Cindy oraz jej „przyjaciele”, którzy w wolnej chwili najchętniej by ją z wyzywali za jej plecami. Tacy już po prostu są
W pewnym momencie nie wytrzymuję, kiedy słyszę jak wybuchają gromkim śmiechem i mówię do Nelly, ale dość głośno, żeby mnie usłyszeli również oni:
- Czujesz to? To smród idealnego życia.
Nel przystaję na chwilę, po czym rusza dalej przed siebie. Myślę, że była zaskoczona, że się odezwałam, pomijając to, że przy Cindy. Rzadko to robię.
Spomiędzy niewielkiego tłumu wydobywa się głośne „Ouuu”. Wtedy do akcji wkracza diablica we własnej osobie:
-Zobaczcie, kogo tu mamy… Samara Mortum, miło że postanowiłaś nam towarzyszyć.
Reszta zaczyna się śmiać, a ja zaciskam pięści. Dobrze, że są ukryte pod przydługimi rękawami. Jedynie Nelly stoi kawałek za mną. Nie odezwie się. Nie obroni mnie. Muszę liczyć sama na siebie.
-I kto to mówi… - szepczę.
-Co? Idź lepiej do psychiatryka, może tam znajdziesz swoich pobratymców.
Kolejny chichot.
Kolejna zniewaga
Mam dość.




sobota, 10 października 2015

Najlepszy film - najgorsza ekranizacja? "Próby Ognia"

Na samym początku muszę się przyznać do niewątpliwie okrutnie wstydliwej prawdy, jaką jest to, że jeszcze nie przeczytałam "Więźnia Labiryntu". Dlatego w kwestii ekranizacji będę wyrażać się jedynie oceną, którą ukazała mi koleżanka.




Otóż dzisiaj wraz z trzema koleżankami wyruszyłam do kina na film, który swoją premierę miał już dość dawno temu. Tak... Wybrałyśmy się na "Próby Ognia".
Oglądałyśmy go w 2d i chyba szczerze mówiąc niezmiernie się z tego cieszę, bo było tam parę scen, które mogłyby doprowadzić mnie do zawału.

Film ten jest ekranizacją książki pod tym samym tytułem, która jest drugą częścią trylogii "Więzień Labiryntu" autorstwa Jamesa Dashnera. Ogólnie był on niesamowity. Cudowne efekty specjalne,
wartka akcja i przede wszystkim niesamowici aktorzy. Dylan O'Brien, Thomas Brodie-Sangster, Ki Hong Lee... Chociażby te trzy powody wystarczająco zachęcały do oglądania.
Adaptacja obejmowała ciąg dalszy historii Thomasa (w jego rolę wcielał się O'Brien) i jego
przyjaciół z Labiryntu. Wreszcie uciekli na zewnątrz, po czym trafili do ośrodka, który rzekomo przeciwstawia się DRESZCZ'owi. Po paru dniach pobytu Thomas dowiaduje się o czymś, co powoduje natychmiastową ucieczkę z tego miejsca. Wtedy rozpoczyna się walka o wiele gorsza niż w Labiryncie. Po drodze spotyka ich wiele, delikatnie to ujmując, nieprzyjemności.
Oczywiście, jak również w pierwszej części, główni bohaterowie wciąż uciekają

uciekają


i uciekają...

Jako ekranizacja, film ten podobno kompletnie się nie sprawdził i podobno ma tyle ze sobą wspólnego, co wiatrak z piernikiem. Ale konkretniej będę mogła się na ten temat wypowiedzieć dopiero po przeczytaniu książki, która już grzecznie czeka na półce na swoją kolej.

Uważam, że film jest zdecydowanie godny polecenia i każdy będzie się na nim świetnie bawił, a także poczuje dreszczyk emocji.



To już tyle, dziękuję za przeczytanie tego jakże krótkiego postu i do zobaczenia przy następnym.

wtorek, 6 października 2015

Pierwszy post!!

Witajcie!
Z tej strony Marysia, autorka tego bloga, z którą w najbliższym czasie niestety, bądź też stety będziecie się borykali na tym blogu.

Dlaczego pierwsze posty są takie trudne do napisania? Może to tylko ja mam taki problem...

Ogólnie może na początku powiem wam, czego możecie się tutaj spodziewać. Otóż stworzyłam tą stronę, żeby móc czasem gdzieś się wygadać i wyżalić na swój maksymalnie niekreatywny sposób, a także, żeby podzielić się z kimś swoim życiem, a chociaż namiastką z niego. Jako że kocham czytać książki, to znajdziecie tutaj również parę recenzji oraz kilka moich własnych opowiadań napisanych "do szafy".

Sama jeszcze nie wiem, co będę chciała tutaj dodawać... To się jeszcze okaże, najpierw zdecydowanie muszę nabrać systematyczności, o którą proszę siły najwyższe już od piętnastu lat.

Tak więc kończę tego pierwszego i niezwykle krótkiego posta, który był tylko i wyłącznie informacyjny. Czas się zabrać do czegoś konkretniejszego.


Cześć!