Spojrzałam po raz ostatni prosto w jego oczy. Nie wahałam się. Nie mogłam. Mój umysł działał prędko, o wiele szybciej niż normalnie. Objęłam delikatnie dłońmi jego twarz. Przesunęłam kciukami po jego spierzchniętych i wyschniętych od gorąca ustach. Jego nagrzana od słońca skóra parzyła mnie w opuszki palców. Był umięśnionym, wysokim mężczyzną. Dość przystojny. Miał twarz o ostrych rysach i opadnięte policzki. Jego włosy miały kolor wypłowiałego od ciągłej pracy w pełnym słońcu blondu. Oczy również miał niezwykle jasne, kobaltowe. Mogłabym wpatrywać się w nie godzinami. Powieki miał podwinięte tak wysoko, że oczy wydawały się niemal wyłupiaste. Jego źrenice były odrobinę powiększone. Wydawały się delikatnie kurczyć i poszerzać z każdym oddechem. Opuściłam jedną dłoń, przesuwając ją od kości policzkowej, przez żuchwę i zagięcie szyi do obojczyka i dalej w stronę piersi okrytej bawełnianą, jasną koszulą. Była ona trochę zwilgotniała od potu. Czułam jak przechodziły go dreszcze, kiedy muskałam delikatnie jego mocno opaloną skórę. Miał rozszerzone nozdrza i minimalnie otwarte usta.Wydawało się, jakby zbliżał się w moją stronę. Drugą rękę umieściłam u nasady jego włosów. Uśmiechnęłam się i zamrugałam parę razy, spoglądając na niego. Wydawał się oczarowany. Już nie widział niczego naokoło oprócz mnie. Wiedziałam, że już wygrałam tą walkę, o której on nawet nie wiedział. Nie miał pojęcia po co tutaj przybyłam, ani co się za chwilę z nim stanie. Już myślał jedynie o mnie, o niegroźnej dziewczynie, którą spotkał na środku pola w samo południe niezwykle upalnego dnia, podczas pracy. Niczego nie podejrzewał. Lepiej, żeby tak pozostało. Przysunęłam twarz w jego stronę, stając jednocześnie na palcach. Nasze usta przez moment dzieliły milimetry. Oddychaliśmy tym samym powietrzem. Tylko nas dwoje. Wtedy połączyłam nas w pocałunku. Wydawał się jedynie przerośniętą lalką pozostawioną do mojej dyspozycji. Mogłam zrobić cokolwiek mi się żywnie podobało. Więc wbiłam paznokcie prawej dłoni w jego rozgrzany od promieni słońca kark. Drugą ręką sięgnęłam do szerokiej kieszeni białej sukienki po niewielki nóż poplamiony na rdzawy kolor. Cały czas wzrok miałam wbity prosto w jego oczy, które z każdą chwilą mętniały i stawały się szare, martwe. Przekręciłam odrobinę paznokcie wbite pod skórę mężczyzny. Wygiął się delikatnie. W momencie, kiedy już miałam wbić mu sztylet w brzuch, ujrzałam paru robotników biegnących między złotymi kłosami pszenicy. Nie mogli mnie zobaczyć. Nie mogli teraz mi przerwać. Cholera.Oderwałam usta od ust mężczyzny i przewróciłam go na ziemię. Był nieprzytomny. Przykucnęłam tuż obok niego. Szybko przełożyłam nóż do drugiej ręki i uniosłam ją, żeby wycelować prosto w serce. Nagle, gdy już miałam wypełnić swój plan, ktoś złapał mnie za nadgarstek i wyrwał ostrze spomiędzy moich palców. Usłyszałam czyiś krzyk za mną. Ktoś przewrócił mnie i przygniótł moją twarz do ziemi.
-Kim ty jesteś i co mu zrobiłaś? - zapytał jakiś męski roztrzęsiony głos.
-Myślisz, że ci odpowiem? - odparłam sarkastycznie.
Mężczyzna zaklął. Usłyszałam ciche uderzanie skóry o skórę. Prawdopodobnie ktoś próbował ocucić tego, którego przed chwilą próbowałam zabić. Uścisk na moment odrobinę zelżał. Tyle wystarczyło. Natychmiast wysunęłam się spod ogromnego robotnika i zaczęłam biec przed siebie. Kamienie leżące na ziemi i pędy połyskującej pszenicy kuły mnie w gołe stopy. Dojrzałe kłosy uderzały mnie po łydkach, których nie okrywał materiał białej sukienki. Po paru minutach nie widziałam już za sobą nikogo. Zatrzymałam się, z ledwością łapiąc powietrze do płuc. Oparłam dłonie o kolana i stałam tak przez chwilę, próbując rozluźnić mięśnie i unormować oddech. Dalszą drogę pokonałam zwyczajnym marszem. Nie mogłam pozwolić na to, żeby mnie dogonili. Wiedziałam co ludzie robią z takimi jak ja. Z Południcami.
0 komentarze:
Prześlij komentarz