Na samym początku muszę się przyznać do niewątpliwie okrutnie wstydliwej prawdy, jaką jest to, że jeszcze nie przeczytałam "Więźnia Labiryntu". Dlatego w kwestii ekranizacji będę wyrażać się jedynie oceną, którą ukazała mi koleżanka.
Otóż dzisiaj wraz z trzema koleżankami wyruszyłam do kina na film, który swoją premierę miał już dość dawno temu. Tak... Wybrałyśmy się na "Próby Ognia".
Oglądałyśmy go w 2d i chyba szczerze mówiąc niezmiernie się z tego cieszę, bo było tam parę scen, które mogłyby doprowadzić mnie do zawału.
Film ten jest ekranizacją książki pod tym samym tytułem, która jest drugą częścią trylogii "Więzień Labiryntu" autorstwa Jamesa Dashnera. Ogólnie był on niesamowity. Cudowne efekty specjalne,
wartka akcja i przede wszystkim niesamowici aktorzy. Dylan O'Brien, Thomas Brodie-Sangster, Ki Hong Lee... Chociażby te trzy powody wystarczająco zachęcały do oglądania.
Adaptacja obejmowała ciąg dalszy historii Thomasa (w jego rolę wcielał się O'Brien) i jego
przyjaciół z Labiryntu. Wreszcie uciekli na zewnątrz, po czym trafili do ośrodka, który rzekomo przeciwstawia się DRESZCZ'owi. Po paru dniach pobytu Thomas dowiaduje się o czymś, co powoduje natychmiastową ucieczkę z tego miejsca. Wtedy rozpoczyna się walka o wiele gorsza niż w Labiryncie. Po drodze spotyka ich wiele, delikatnie to ujmując, nieprzyjemności.
Oczywiście, jak również w pierwszej części, główni bohaterowie wciąż uciekają
Jako ekranizacja, film ten podobno kompletnie się nie sprawdził i podobno ma tyle ze sobą wspólnego, co wiatrak z piernikiem. Ale konkretniej będę mogła się na ten temat wypowiedzieć dopiero po przeczytaniu książki, która już grzecznie czeka na półce na swoją kolej.
Uważam, że film jest zdecydowanie godny polecenia i każdy będzie się na nim świetnie bawił, a także poczuje dreszczyk emocji.
Otóż dzisiaj wraz z trzema koleżankami wyruszyłam do kina na film, który swoją premierę miał już dość dawno temu. Tak... Wybrałyśmy się na "Próby Ognia".
Oglądałyśmy go w 2d i chyba szczerze mówiąc niezmiernie się z tego cieszę, bo było tam parę scen, które mogłyby doprowadzić mnie do zawału.Film ten jest ekranizacją książki pod tym samym tytułem, która jest drugą częścią trylogii "Więzień Labiryntu" autorstwa Jamesa Dashnera. Ogólnie był on niesamowity. Cudowne efekty specjalne,
wartka akcja i przede wszystkim niesamowici aktorzy. Dylan O'Brien, Thomas Brodie-Sangster, Ki Hong Lee... Chociażby te trzy powody wystarczająco zachęcały do oglądania.
Adaptacja obejmowała ciąg dalszy historii Thomasa (w jego rolę wcielał się O'Brien) i jego
przyjaciół z Labiryntu. Wreszcie uciekli na zewnątrz, po czym trafili do ośrodka, który rzekomo przeciwstawia się DRESZCZ'owi. Po paru dniach pobytu Thomas dowiaduje się o czymś, co powoduje natychmiastową ucieczkę z tego miejsca. Wtedy rozpoczyna się walka o wiele gorsza niż w Labiryncie. Po drodze spotyka ich wiele, delikatnie to ujmując, nieprzyjemności.Oczywiście, jak również w pierwszej części, główni bohaterowie wciąż uciekają
uciekają
i uciekają...
Jako ekranizacja, film ten podobno kompletnie się nie sprawdził i podobno ma tyle ze sobą wspólnego, co wiatrak z piernikiem. Ale konkretniej będę mogła się na ten temat wypowiedzieć dopiero po przeczytaniu książki, która już grzecznie czeka na półce na swoją kolej.
Uważam, że film jest zdecydowanie godny polecenia i każdy będzie się na nim świetnie bawił, a także poczuje dreszczyk emocji.
To już tyle, dziękuję za przeczytanie tego jakże krótkiego postu i do zobaczenia przy następnym.




